[RECENZJA] Borderlands 2 VR. Czy uniwersum Pandory sprawdza się w goglach?

Kiedy Gearbox Software ogłosiło, że kultowy Borderlands 2 doczeka się dedykowanej wersji VR, w sercach fanów zaiskrzyła nadzieja. Wizja biegania po bezdrożach Pandory, strzelania z miliarda wymyślnych pistoletów i podziwiania komiksowej oprawy w pełnym 3D brzmiała jak marzenie każdego fana looter-shooterów.

Po spędzeniu w goglach kilkudziesięciu godzin, wykonaniu dziesiątek misji i wysieczeniu setek Psycholi mam jasny obraz sytuacji: to wciąż ten sam genialny, wciągający Borderlands, ale z paroma VR-owymi kompromisami, o których po prostu musicie wiedzieć przed zakupem.

Miliard broni i perspektywa Pierwszej Osoby

Głównym daniem Borderlands 2 VR jest bez wątpienia strzelanie. Komiksowa, cel-shadingowa oprawa graficzna zestarzała się z godnością i w goglach VR wygląda nadzwyczaj dobrze. Ostrość obrazu, jasne kolory i wyraziste kontury sprawiają, że Pandora zyskuje zupełnie nowy wymiar, a poczucie skali (zwłaszcza przy starciach z gigantycznymi bossami) potrafi zachwycić.

To, co deweloperzy zrobili doskonale, to przeniesienie samego uzbrojenia do VR:

  • Celowanie: Każda broń – od rewolwerów Jacobsa po wyrzutnie rakiet Torgue’a – leży w dłoniach niezwykle naturalnie. Celowanie celownikiem mechanicznym lub kolimatorowym przynosi ogromną frajdę.
  • System BAMF (Slomo): Z racji braku możliwości wykonania szybkich akrobacji bez wywołania nudności, deweloperzy dodali specjalną umiejętność spowalniania czasu (BAMF – Bad Ass Mega Fun). Pozwala ona na precyzyjne namierzenie czułych punktów wrogów w trakcie największego chaosu.

Samotny Wilk na Pandorze (Największy grzech)

Niestety, przeniesienie tak ogromnej gry do VR wiązało się z bolesnymi cięciami. Największym i najbardziej odczuwalnym brakiem jest całkowity brak trybu kooperacji.

Borderlands od zawsze słynęło z tego, że najlepszą zabawę gwarantuje gra ze znajomymi. W wersji VR jesteście zdani wyłącznie na siebie. Pandora bywa przez to momentami cicha i pusta, a wyższy poziom trudności w późniejszych etapach gry wymaga sporego samozaparcia.

Dodatkowo, gra cierpi na tzw. „syndrom portu płaskiej gry”:

  1. Brak fizycznego przeładowania: Nie znajdziecie tu ręcznego wkładania magazynków jak w Ghosts of Tabor czy Saints & Sinners. Przeładowanie odbywa się tradycyjnie – po wciśnięciu przycisku na kontrolerze.
  2. Interfejs i HUD: Drzewka umiejętności, ekwipunek oraz mapa to pływające w przestrzeni płaskie okienka, które bywają nienaturalne i mało ergonomiczne w goglach.
  3. Pojazdy: Prowadzenie wozów bojowych z perspektywy pierwszej osoby potrafi mocno zakręcić w głowie, choć gra oferuje opcje ograniczenia pola widzenia dla osób wrażliwych.

Werdykt: Setki godzin zabawy, ale nie bez wad

Borderlands 2 VR to gra pełna kontrastów. Z jednej strony dostajemy gigantyczną, ponad 40-godzinną kampanię ze świetnym humorem, kapitalną strzelaniną i niesamowitym klimatem. Z drugiej – brak co-opa i czysto zręcznościowe, mało „fizyczne” mechaniki VR przypominają, że to po prostu konwersja gry z ekranu monitora. Jeśli szukacie ogromnego looter-shootera na dziesiątki godzin i nie przeszkadza Wam samotna rozgrywka – warto wrzucić ten tytuł do koszyka.

Ocena vrgry.pl: 7/10

🟢 PLUSY🔴 MINUSY
Niezwykle długa, bogata w treść kampania (40+ godzin)Całkowity brak trybu kooperacji (tylko dla 1 gracza)
Komiksowa oprawa świetnie sprawdza się w VRBrak fizycznych mechanik VR (brak manualnego przeładowania)
Bardzo satysfakcjonujący model celowania i strzelaniaToporny interfejs i menu przeniesione z płaskiej wersji
Przydatny system spowolnienia czasu (BAMF)Prowadzenie pojazdów potrafi wywołać nudności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *