[RECENZJA] Batman: Arkham Shadow. Narodził się nowy król Meta Quest 3?

Kiedy w 2016 roku na rynku pojawiło się Batman: Arkham VR, fani Mrocznego Rycerza najpierw oszaleli z zachwytu, a potem… poczuli potężny niedosyt. Tamta produkcja była zaledwie dwugodzinnym, statycznym „demem technologicznym”, w którym mogliśmy głównie postać przed lustrem w jaskini Batmana.

Gdy Meta ogłosiła, że studio Camouflaj (twórcy świetnego Iron Man VR) pracuje nad pełnoprawnym sequelem osadzonym w uniwersum Arkham, zapaliła mi się czerwona lampka. Gra ekskluzywna tylko dla Meta Quest 3 i 3S? Bez PC? Jak mobilny procesor ma uciągnąć potęgę i mrok, z których słynęło Rocksteady?

Spędziłem pod maską kilkanaście godzin, przeszedłem kampanię, pobiłem kilkudziesięciu zbirów w Blackgate i mam dla Was jedną, krótką odpowiedź: Zdejmijcie czapki z głów, bo Camouflaj dokonało niemożliwego.

Free-flow combat w VR? To działa i wyciska siódme poty!

Największą obawą fanów było to, jak przenieść ikoniczny, rytmiczny system walki z trylogii Arkham (gdzie skakaliśmy między wrogami za pomocą jednego przycisku) do wirtualnej rzeczywistości. Sam miałem wizję bezmyślnego machania kontrolerami w stylu Blade & Sorcery. Na szczęście deweloperzy poszli inną, genialną drogą.

Walka opiera się na kombinacji fizycznych uderzeń i mechaniki naprowadzania (instructed motion). Kiedy wyprowadzasz cios w stronę zbira oddalonego o kilka metrów, gra płynnie „doskakuje” Batmanem do celu, pozwalając Ci wykończyć go serią lewych i prawych prostych.

  • Kontry: Gdy nad głową wroga pojawia się dobrze znana niebieska błyskawica, nie wciskasz trójkąta – musisz fizycznie zablokować cios rękami lub wyprowadzić bezlitosny uderzenie uprzedzające.
  • Uniki: Przy atakach niemożliwych do zablokowania (np. szarża z nożem) musisz dosłownie zrobić fizyczny unik lub przysiad w swoim pokoju.

Poziom skomplikowania rośnie z każdą godziną. Kiedy na arenie pojawiają się zbiry z tarczami, pałkami elektrycznymi i pancerzem, walka zamienia się w niesamowity taniec. Gwarantuję – po każdej większej zadymie będziecie wycierać pot z gogli. To najbardziej satysfakcjonujący system walki wręcz, jaki widział VR.

Tryb detektywa i drapieżnik z wyboru

Arkham Shadow to nie tylko bezmyślna nawalanka. Strukturalnie gra najbardziej przypomina legendarne Arkham Asylum. Zapomnijcie o pustym, otwartym świecie. Trafiamy do klaustrofobicznego, wielopoziomowego więzienia Blackgate, a rozgrywka ma genialny posmak Metroidvanii. Nowo zdobyte gadżety (batarangi, hak, wybuchowy żel) otwierają nam dostęp do wcześniej zablokowanych sekcji więzienia.

Sekwencje Predator (Drapieżnik), w których eliminujemy uzbrojonych wrogów z ukrycia, to czysta poezja.

Stoisz fizycznie na kamiennym gargulcu, patrzysz w dół, odpalasz Tryb Detektywa (skanujący otoczenie przez ściany), namierzasz samotnego strażnika, rozkładasz ręce jak skrzydła, żeby poszybować, i zdejmujesz go klasycznym Inverted Takedown.

Imersja w tych momentach sprawia, że na plecach pojawiają się ciarki. Czujesz się potężny, groźny i bezwzględny.

Gdzie jest haczyk? (Bo jakiś musi być)

Żeby nie było zbyt kolorowo – Arkham Shadow ma swoje bolączki, o których na vrgry.pl musimy wspomnieć:

  1. VR-owy jank: Czasami fizyka potrafi spłatać figla. Zdarzyło mi się utknąć w teksturach podczas szybowania, a chwytanie bataranga z pasa potrafi w ferworze walki „nie wejść” tak precyzyjnie, jak byśmy chcieli.
  2. Narracyjne przestoje: Gra próbuje opowiedzieć głęboką historię (akcja dzieje się między Arkham Origins a Asylum, głównym złym jest Król Szczurów / Rat King). Roger Craig Smith jako młody Batman robi świetną robotę, ale niektóre cutscenki, w których stoimy jak kołek i słuchamy dialogów postaci wyglądających trochę jak „teatralne kukły”, wybijają z imersji.
  3. Więzienna monotonia: Wizualnie, jak na moc Meta Quest 3, gra wygląda obłędnie (tekstury, oświetlenie, cienie). Jednak spędzanie 10-11 godzin w kółko w tych samych, szarych korytarzach Blackgate i kanałach Gotham pod koniec potrafi zmęczyć oko.

Podsumowanie: Czy warto kupić Meta Quest 3 dla tej gry?

Batman: Arkham Shadow to nie jest kolejna krótka gierka do pokazania znajomym na imprezie. To pełnoprawny, mięsisty, 10-godzinny tytuł AAA, który traktuje gracza poważnie. Camouflaj udowodniło, że potrafi przenieść magię Rocksteady do VR bez bolesnych kompromisów. Jeśli macie w domu Quest 3 – to jest Wasz punkt obowiązkowy. Jeśli nie macie – to właśnie narodził się najlepszy powód, by w końcu rozbić skarbonkę.

Ocena vrgry.pl: 9 / 10

🟢 PLUSY🔴 MINUSY
Absolutnie genialny, fizyczny system walkiOkazjonalne błędy i VR-owy „jank”
Prawdziwy, mroczny klimat uniwersum ArkhamMonotonne lokacje (korytarze i kanały)
Konstrukcja świata w stylu świetnego Arkham AsylumNiektóre sceny dialogowe potrafią nużyć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *