[Recenzja] TMNT: Empire City. Czy żółwie w VR to najlepsza zręcznościówka tego roku?

Wojownicze Żółwie Ninja na płaskich ekranach przeżywają w ostatnich latach prawdziwy renesans, serwując nam genialne zręcznościówki i gry typu roguelike. Kiedy jednak studio nDreams (twórcy świetnego Synapse) ogłosiło, że przenosi braci z kanałów Nowego Jorku prosto do wirtualnej rzeczywistości w grze TMNT: Empire City, w środowisku fanów VR pojawiły się obawy. Jak przenieść chaotyczny, dynamiczny beat ’em up do perspektywy pierwszej osoby, nie wywołując u gracza natychmiastowych mdłości?

Po kilkunastu godzinach skakania po dachach Neo-Manhattanu, setkach wykonanych uników i niezliczonych zjedzonych pizzach mam dla Was jasną odpowiedź: to najbardziej energetyczna i satysfakcjonująca gra zręcznościowa, jaką odpalałem w tym roku.

Fizyczny taniec z nunczako i katanami

Przeniesienie stylu walki żółwi do VR to absolutny majstersztyk. Każdy z czterech braci oferuje zupełnie inny model rozgrywki, wymuszający inną fizyczną aktywność przed goglami:

  • Leonardo (Katany): Klasyczny styl szermierki. Musisz precyzyjnie parować ciosy i ciąć wrogów pod odpowiednim kątem.
  • Donatello (Kij bo): Świetny dystans. Machasz szeroko oburącz, trzymając wrogów na dystans i odbijając lecące pociski.
  • Raphael (Sztylety sai): Szybki, bezwzględny styl walki wręcz na bardzo bliskim dystansie. Wymaga niesamowitej dynamiki rąk.
  • Michelangelo (Nunczako): Najbardziej zwariowany i najbardziej męczący fizycznie styl. Musisz dosłownie kręcić młynki kontrolerami, by generować combosy, co po 20 minutach gry zastępuje solidny trening kardio.

Co genialne, silnik gry doskonale symuluje wagę i opór uderzeń. Kiedy trafiasz metalowego robota z klanu Stóp, czujesz na kontrolerach wyraźny, krótki opór, dzięki czemu walka nie wydaje się bezmyślnym machaniem w powietrzu. Poziom satysfakcji z płynnego sparowania ciosu i wyprowadzenia natychmiastowej kontry jest ogromny.

Grafika jak z komiksu i płynność, która ratuje żołądek

Wizualnie gra to absolutna perełka. Zastosowany styl cel-shadingu sprawia, że czujemy się, jakbyśmy wskoczyli do wysokobudżetowego filmu animowanego. Kolory są niezwykle nasycone, a efekty wybuchów czy charakterystyczne, komiksowe napisy „POW!” i „BAM!” wyskakujące przy mocniejszych ciosach dodają niesamowitego klimatu.

Dzięki uproszczonej, komiksowej geometrii, gra na Meta Quest 3 działa w zablokowanych, ultra-płynnych klatkach. Ma to kolosalne znaczenie dla naszego komfortu. Studio nDreams zastosowało genialny system poruszania się – kiedy rzucamy hakiem, by przemieścić się na kolejny dach, kamera wykonuje błyskawiczny, płynny skok (tzw. „dash”), który minimalizuje ryzyko wystąpienia choroby lokomocyjnej. Nawet gracze o wrażliwszych żołądkach powinni poczuć się tu komfortowo.

Najlepsza pizza smakuje w kooperacji

Choć w pojedynkę gra się świetnie, TMNT: Empire City pokazuje pełnię skrzydeł w trybie kooperacji dla maksymalnie 4 graczy.

Wspólne czyszczenie ulic z klanu Stóp, gdzie Leo paruje ciosy bossa, Donnie osłania tyły, a Mikey wjeżdża z boku ze swoimi młynkami, to czysty, niczym niezmącony fun. Komunikacja głosowa pozwala na koordynowanie ataków specjalnych, a możliwość rzucenia koledze kawałka pizzy, gdy kończy mu się zdrowie, buduje genialny klimat współpracy. To idealna gra na wieczorne sesje ze znajomymi.

Gdzie uderzyliśmy w mur?

Żeby recenzja była rzetelna, musimy wspomnieć o kilku minusach, które nie pozwalają wystawić tej grze maksymalnej noty:

  1. Powtarzalność wrogów: Po kilku godzinach zdajesz sobie sprawę, że w kółko walczysz z tymi samymi trzema typami robotów, tylko w innych kolorach i z nieco większym paskiem zdrowia.
  2. Krótka kampania: Główny wątek fabularny (walka z Shredderem i Baxterem Stockmanem) pęka w około 5-6 godzin. Oczywiście gra zachęca do przechodzenia jej innymi żółwiami, ale dla samotnego gracza zawartości może być trochę za mało.
  3. Brak zaawansowanej fabuły: Historia to klasyczny, sobotni poranek przed telewizorem z lat 90. – prosta, naiwna i przewidywalna. Choć dla fanów uniwersum to zaleta, osoby szukające głębszej narracji mogą poczuć niedosyt.

Werdykt: Król imprezowego VR-u

TMNT: Empire City to bezapelacyjnie najlepsza zręcznościówka w VR tego roku. Gra dostarcza ogromnych pokładów czystej radości, zmusza do ruchu i genialnie bawi się nostalgią. Jeśli masz ekipę do wspólnego grania – kupuj w ciemno. Jeśli grasz sam, to wciąż świetny tytuł na krótkie, dynamiczne sesje, które doskonale zastąpią Ci wizytę na siłowni.

Ocena vrgry.pl: 8.7 / 10

🟢 PLUSY🔴 MINUSY
Genialne, zróżnicowane style walki dla każdego żółwiaKrótka kampania (ok. 5-6 godzin)
Przepiękna, komiksowa grafika i świetna płynnośćSzybko wkradająca się powtarzalność wrogów
Rewelacyjny, dający mnóstwo frajdy tryb co-opBardzo prosta, pretekstowa fabuła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *